Kiedyś przeczytałam że Polacy nie umieją świętować. Znaczy umieją, ale po swojemu – najeść się do oporu i zalać półlitrem albo dwoma. A to nie jest świętowanie.
Nie cierpię świąt, szczególnie tych grudniowych. Tak, jestem jak smerf maruda, po prostu nie cierpię tego co inni lubią i już. Powody? A pewnie że mam.
1. samotność wielu ludzi, którzy odsunięci na bok społeczeństwa nie wiedzą co ze sobą zrobić – nawet jeśli są specjalne wydarzenia dla bezdomnych, dla opuszczonych starych ludzi, dla innych niewygodnych i niewidocznych ludzi, to są to wydarzenia na dzień, dwa lub tydzień przed wigilią. Samą wigilię i święta ci ludzie spędzają poza zasięgiem wzroku dobrodziejów
2. wszędobylska hipokryzja – już w dzieciństwie zobaczyłam że można w wigilię rano zwyzywać się od najgorszych, szantażować emocjonalnie, zadręczać psychicznie (a wszystko to ze zmęczenia przygotowaniami) albo po prostu się nienawidzić, żeby potem wieczorem zawiesić te uczucia na kilka godzin i powrócić do nich ze zdwojoną siła następnego dnia.
3. zakupomania – okazuje się że prezent zrobiony własnoręcznie, skromny już nie wystarcza, że trzeba się poddać histerii zakupów i obdarować najbliższych tym najlepszym co w sklepach jest.
4. obżarstwo – nie trzeba tłumaczyć, może tylko powiem że w mojej rodzinie odmowa nażarcia się jak prosie jest policzkiem i obrazą dla gospodyni domu, bo ona się tak strasznie stara a ty gardzisz… kiedyś powiedziałam mamie, że wolę święta z dwoma przyprawami na krzyż i z brudnymi oknami ale z odrobiną miłości, to o mało w twarz nie dostałam
5. duchowa nędza – sprzedaliśmy święta, już dawno nikt nie pamięta o co chodzi, że jakiś maniak przyszedł żeby wyzwolić nas z łapsk tego wszystkiego co w imię jego narodzin traktujemy obecnie jako nasze największe i najważniejsze bóstwa.
Podobno najwięcej samobójstw ma miejsce w święta BN i w noc sylwestrową. Nigdy nie widziałam takich statystyk na własne oczy, ale słyszałam kilkukrotnie, więc coś w tym musi być. Ktoś zastanawiał się nad tym dlaczego tak się dzieje? Dlaczego w takie rodzinne, ciepłe, pełne dobroci, fantastyczne święta ktoś chciałby się zabić? Pewnie po to, żeby popsuć nastrój innym. Ja też kiedyś miewałam depresyjne i samobójcze nastroje – zazwyczaj w wigilię, sylwestra i czasem w wakacje.
Podobno najczęstszą przyczyną samobójstw jest samotność, niemożność bycia zauważonym i usłyszanym. Na ten temat też nigdy nie czytałam statystyk, to co mam to raczej wiedza powszechna, gdzieś widziana i gdzieś zasłyszana. No i z własnego doświadczenia – bo choć (Bogu dzięki) żadna z moich prób samobójczych nigdy nie doszła do skutku, to wiem co mnie popychało w tym kierunku – właśnie samotność. Wierzę i doświadczam tego od kilku lat, że każdy problem jest do rozwiązania jeśli tylko nie dźwiga się go samemu.
Gdybym miała wybór odwołałabym te święta.