Archiwum dla listopad, 2007

23
lis
07

feministki raj utracony

Feministki i katoliczki koncentrują się na tym co je dzieli zamiast na tym co łączy. Co je dzieli to z grubsza wiemy, a co je łączy? Ano raj utracony…

Czytałam dzisiaj kilka esejów – jeden o rasistowskiej dominacji rasy białej (matko, jak to okropnie brzmi!), jeden o pornografii, jeden o seksistowskiej dominacji patriarchatu (a co, nie mogło zabraknąć) i jeszcze rozmowę Anny Zawadzkiej z Joanną Tomaszewską właśnie o styku feminizmu i katolicyzmu. Po pobieżnej lekturze znów dochodzę do wniosku że wszyscy ludzie tęsknią za tym samym. Tylko nie wiem jak to nazwać. Może to raj właśnie? A utracony dlatego, że go nie mamy. A jak go straciliśmy? Odruchowo powiedziałabym, że utrata raju to skutek grzechu. Ale osoba, dla której symbolika biblijna jest tylko pustym mitem pewnie musiałaby to nazwać jakoś po swojemu.

Jaki jest ten raj, który utraciliśmy? To taka przestrzeń, w której ludzie się nawzajem szanują, nikt nikogo nie uciska, nie dominuje, wszyscy, bez względu na płeć, rasę i wyznanie są sobie równi, wolni, nieograniczeni zewnętrznie żadnymi więzami, posiadający nad sobą pełną kontrolę, która wcale nie jest uciążliwa a jedynie daje poczucie stabilności. Nikt nikogo nie musi słuchać ale wszyscy są wysłuchani i zrozumiani. Każdy ma prawo wszystko powiedzieć co mu leży na wątrobie, ale okazuje się, że nic nie leży… No niebo normalnie. Ponieważ już dawno przestaliśmy wierzyć w dziadka z siwą brodą zasiadającego na tronie w niebie, to chcemy sprowadzić “prawdziwsze” niebo na ziemię i odzyskać nasz raj za pomocą zestawu praw i obowiązków – to wolno, tego nie wolno, wolności obywatelskich i demokracji, wolności wypowiedzi i zgromadzeń… Prawo musi wkraczać tam, gdzie człowiek zrzuca z siebie własne sumienie. A niebo, raj zdaje się być miejscem gdzie wszystkim wszystko wolno ale jednak nikt nikogo nie krzywdzi. Dlaczego? Nie ma praw, ale są sumienia, i to wystarczy.

To jest właśnie raj, to jest zbawienie – gdzie za pomocą wewnętrznej kontroli, na podstawie własnego sumienia jestem wolna aby nie wyrządzać krzywdy drugiemu człowiekowi. Grzech to odrzucenie tego co w nas najpiękniejsze, sumienia. Jezus mnie zbawił od dominacji grzechu i praw, mogę być feministką i ufać drugiemu człowiekowi, że mnie nie skrzywdzi.

22
lis
07

Vino dupa Mine

Proszę państwa oto konkurs z nagrodami – pierwszemu, kto prawidłowo przetłumaczy zwrot z tytułu stawiam… frytki! Przewiduję też nagrodę dla najbardziej kreatywnego tłumaczenia :)

Powodzenia

16
lis
07

biserica znaczy kościół

Druga z cyklu opowieści rumuńskich, cały czas o życiu…
Odwiedziliśmy kilka kościołów protestanckich, mieliśmy okazję się pouczyć i poobserwować jak można inaczej. A inne jest to, że tamtejsze kościoły (te, które odwiedziliśmy, nie wszystkie) funkcjonują jako zbiór małych grup. Kościół w którym jest 500 osób jako całość spotyka się 2 razy w miesiącu, ale funkcjonuje na co dzień jako 45 małych grup, które spotykają się raz albo dwa razy w tygodniu jako grupa a nieoficjalnie jeszcze częściej. Oni nie chodzą do kościoła, oni są i żyją jako kościół, jako wspólnota, jako rodzina. I oczywiście, że nie jest idealnie, ale jest o wiele bliżej ideału.

Ale bardzo się starają i robią wiele, aby być rodziną na co dzień a nie znajomymi w niedziele. Spotykają się towarzysko, razem jedzą, razem się bawią, rozmawiają o swoich problemach, o swojej wierze, o swoim życiu codziennym, razem też służą innym. Wewnątrz są rodziną, na zewnątrz zachowują się jak organizacja pozarządowa na miarę możliwości służąca innym spoza rodziny. Miałam możliwość zobaczyć jak poświęcają swój czas wolny na pomoc dzieciom w ośrodku dla zakażonych HIV, na koszenie trawy w parku miejskim, sprzątanie dworca kolejowego, pomoc ubogim rodzinom w mieście itp itd. Wspólna praca na rzecz lokalnej społeczności nie tylko jest pożyteczna ale też bardzo pomaga budować poczucie wspólnoty w grupie.

A w Polsce? Zastanowił mnie fakt, czy raczej obserwacja, taki/a oto: kościół katolicki szeroko pojęty udziela się i pracuje na rzecz lokalnych społeczności, jest mnóstwo inicjatyw świeckich, a tylko kościół protestancki szeroko pojęty jest jakoś mało widoczny w takich działaniach. Dlaczego? Częściowo dlatego, że jest nas bardzo mało. Ale istota sprawy jest chyba głębiej. Jestem w protestantyzmie na tyle długo, że chyba mogę wypowiadać się w imieniu innych wewnątrz. To co obserwuję i słyszę w rozmowach z ludźmi w kościele to chęć usłużenia wszystkim innym ludziom… słowem, ewangelią, nauczaniem, dobrą radą… ale nie fizycznie. Zdaje się, że nie ma w kościołach protestanckich miejsca na usługiwanie innym ludziom ze swoich zasobów pieniędzy, siły, energii, że wszystko opiera się na słowach. Mamy jakiś przerost duchowości i nie zauważamy zwykłych potrzeb zwykłych ludzi, widzimy tylko potrzeby duchowe. Czy zapomnieliśmy że głodnemu nie da się zaspokoić potrzeb duchowych jeśli się go wcześniej nie nakarmi?

A może to spuścizna kalwinizmu, gdzie uczynki nie miały żadnego znaczenia, gdzie wszystko zależało od łaski i od tego czy człowiek przyjął tę łaskę? Pięciopunktowi kalwiniści, obudźcie się! Głodnemu chleb łaską!

14
lis
07

multumesc znaczy dziękuję

Po rumuńsku, bo Rumunia to fascynujący kraj. Jest pięknie i nie-pięknie, radośnie i smutno, biednie i bogato. Rumuni jako ostatni z europejskich narodów przeszli rewolucję, przeprowadzając ją nadzwyczaj szybko, bo w niecały tydzień (16 do 22 grudnia 1989) i nadzwyczaj krwawo. I mimo, że nie wszystko się udało tak jak powinno, że kraj pogrążył się w chaosie, to jednak Rumuni potrafili z trudnej sytuacji wybrnąć. Dziękuję tym, którzy mi umożliwili zobaczenie Rumunii i tym, którzy byli moimi przewodnikami. Dobrze jest zobaczyć to wszystko z bliska, posłuchać opowieści tych, którzy uczestniczyli w rewolucji, zobaczyć jak tamte wydarzenia wpłynęły na dzisiejszą codzienność w tym kraju. Mimo wszystko jest to piękny obraz.

Ale o jednym chcę napisać – stosunku Rumunów do aborcji. Dwa tygodnie temu myślałam że każda kobieta powinna mieć wybór (i pomijam w tym momencie kwestię tego, że to nie tylko kobieta jest za tę decyzję odpowiedzialna, skoro nie tylko ona odpowiedzialna jest za poczęcie). Wierzę, że aborcja w 99% przypadków jest niemoralna, ale i tak wybór powinien należeć do kobiety, nawet jeśli wybierze ona to, co w moim odczuciu jest niemoralne. Byłam zwolenniczką pozostawienia moralności w gestii obywateli i obywatelek, bez regulowania tejże moralności przepisami prawa.

Ale chyba zmieniłam zdanie. W Rumunii aborcja była zakazana przez wiele lat. Do tego stopnia, że kobiety miały regularnie w miejscu pracy przeprowadzane testy ciążowe i w przypadku ciąży następowała “opieka” aparatu państwowego, a usunięcie było równoznaczne z karą więzienia. Po rewolucji w 1989 r. jednym z pierwszych praw ustanowionych przez nowe władze było zalegalizowanie aborcji na życzenie do 14 tygodnia ciąży. Nie dziwię się – mieli serdecznie dość kontroli. Ale w ten sposób w 22 milionowym narodzie w ciągu 18 lat przeprowadzono ponad 16 milionów aborcji. I choć to tylko statystyka, a te zazwyczaj nie wzruszają, to ta liczba jest przerażająca.

Do tej pory byłam przekonana, że żadna kobieta nie będzie pragnęła aborcji, że nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie traktował aborcji hobbystycznie, nawet jeśli będzie społeczne przyzwolenie. Że świadomość konsekwencji towarzyszących aborcji będzie skutecznym zniechęceniem, a w połączeniu z edukacją na ten temat będzie wystarczającym powodem do racjonalizacji podejścia do tematu. Ale w Rumunii to nie wystarczyło. Przeciętna rumuńska kobieta ma w ciągu życia 3 aborcje, a niektóre miały nawet powyżej 10. Więc może społeczne i prawne przyzwolenie nie jest jednak właściwym podejściem? W Rumunii spowodowało lekceważący i przedmiotowy stosunek do ciąży. No i nie wiem już…