Feministki i katoliczki koncentrują się na tym co je dzieli zamiast na tym co łączy. Co je dzieli to z grubsza wiemy, a co je łączy? Ano raj utracony…
Czytałam dzisiaj kilka esejów – jeden o rasistowskiej dominacji rasy białej (matko, jak to okropnie brzmi!), jeden o pornografii, jeden o seksistowskiej dominacji patriarchatu (a co, nie mogło zabraknąć) i jeszcze rozmowę Anny Zawadzkiej z Joanną Tomaszewską właśnie o styku feminizmu i katolicyzmu. Po pobieżnej lekturze znów dochodzę do wniosku że wszyscy ludzie tęsknią za tym samym. Tylko nie wiem jak to nazwać. Może to raj właśnie? A utracony dlatego, że go nie mamy. A jak go straciliśmy? Odruchowo powiedziałabym, że utrata raju to skutek grzechu. Ale osoba, dla której symbolika biblijna jest tylko pustym mitem pewnie musiałaby to nazwać jakoś po swojemu.
Jaki jest ten raj, który utraciliśmy? To taka przestrzeń, w której ludzie się nawzajem szanują, nikt nikogo nie uciska, nie dominuje, wszyscy, bez względu na płeć, rasę i wyznanie są sobie równi, wolni, nieograniczeni zewnętrznie żadnymi więzami, posiadający nad sobą pełną kontrolę, która wcale nie jest uciążliwa a jedynie daje poczucie stabilności. Nikt nikogo nie musi słuchać ale wszyscy są wysłuchani i zrozumiani. Każdy ma prawo wszystko powiedzieć co mu leży na wątrobie, ale okazuje się, że nic nie leży… No niebo normalnie. Ponieważ już dawno przestaliśmy wierzyć w dziadka z siwą brodą zasiadającego na tronie w niebie, to chcemy sprowadzić “prawdziwsze” niebo na ziemię i odzyskać nasz raj za pomocą zestawu praw i obowiązków – to wolno, tego nie wolno, wolności obywatelskich i demokracji, wolności wypowiedzi i zgromadzeń… Prawo musi wkraczać tam, gdzie człowiek zrzuca z siebie własne sumienie. A niebo, raj zdaje się być miejscem gdzie wszystkim wszystko wolno ale jednak nikt nikogo nie krzywdzi. Dlaczego? Nie ma praw, ale są sumienia, i to wystarczy.
To jest właśnie raj, to jest zbawienie – gdzie za pomocą wewnętrznej kontroli, na podstawie własnego sumienia jestem wolna aby nie wyrządzać krzywdy drugiemu człowiekowi. Grzech to odrzucenie tego co w nas najpiękniejsze, sumienia. Jezus mnie zbawił od dominacji grzechu i praw, mogę być feministką i ufać drugiemu człowiekowi, że mnie nie skrzywdzi.