Co do braku odpowiednich określeń i niedoskonałości języka w temacie równości płci (‘miała dość jaj’ jako określenie szacunku – patrz komentarze pod poprzednim postem) to jeden z moich wykładowców kiedyś fajny eksperyment zrobił. Jest nas na sali 15 osób, z czego 12 lub 13 to kobiety. Wykładowca przez całe zajęcia zwraca się do grupy per ‘panie’ – Jak będą panie gotowe, to zaczniemy, niech mi panie powiedzą, czy zrobiły panie zadanie domowe?… wszystko z pełną premedytacją. Na koniec zajęć pyta się facetów czy czuli się nieswojo, oni odpowiadają że oczywiście tak. Na co wykładowca (określa się jako badacz gender) że tak samo kobiety czują się w świecie patriarchalnym i przystosowanym dla mężczyzn. Najbardziej jednak zadziwiło mnie co innego – na każde ‘panie’ skierowane do grupy mieszanej przecież, moje wnętrze odruchowo reagowało zmieszaniem, poczuciem nieadekwatności sytuacji, swego rodzaju zawstydzeniem. Chciałam odruchowo, żeby sprawiedliwości stała się zadość, żeby wykładowca do pań zwracał się jak do pań, a do panów jak do panów. Żeby mężczyźni byli uznani za mężczyzn a nie doklejani na siłę do kobiet. A mężczyźni tak chyba nie mają. Na palcach jednej ręki mogę policzyć takich, których znam, a którzy czują się niewygodnie jak publicznie odmawia się kobiecie prawa do kobiecości i wtłacza się ją w męskie wzorce.
11
sie
07
kurcze no, ale co my zrobimy że w ogóle tak jest? możemy machać rączkami i nóżkami tupać. CHoć cieszę się że ktoś porusza te wątki (bo myślałam że ja jestem nienormalna i że mnie krew zalewa gdy widzę jak kobieta jest postrzegana i traktowana) temat rzeka.Aż się bezsilość czuje i kończyny opadają. POzdrawiam
Co możemy zrobić? Zmieniać? Nie godzić się na “wtłaczanie” językowe. Zawsze mówię wprost: jestem historyczką literatury (literaturoznawczynią) i mam w nosie, że komuś to się nie podoba, bo:
- kiedyś nie było słowa listonosz, a powstało w wyniku konkursy gazetowego, który wygrał Henryk Sienkiewicz. Można tworzyć słowa
- mówiło się w szkole, a moja matematyczka jest bardzo surowa, ale jak ktoś mówi, że jest magistrą, doktorą, a będzie ministrą, to zaraz ktoś mówi, że to śmiesznie brzmi. Czy to nie jest tak, że sprzątaczka brzmi dobrze, sprzedawczyni też, a literaturoznawczyni to śmiesznie? A dlaczego śmiesznie? Język się zmienia, a ja też uczestniczę w tym procesie.
- mówi się o wzorcach angileskojęzycznych, że doąży się do unifikacji rodzajowej w języku. jednakże trzeba pamiętać, że nie nalezymy do tej samej grupy języków (no chyba że sięgniemy do praindoeuropejskiego). Nasze języki inaczej się roziwjały i mają inną strukturę. Poza tym tam chyba sprawa wygląda diametralnie inaczej, bo my jesteśmy dopiero na poczatku drogi.
I proszę, darun, żeby kończyny nie opadały, tylko do roboty. Dużo ludzi (kbiet i mężczyzn) myśli podobnie do nas. Dokładnie przedstawiać sowje racje i zmieniać językowy i mentalny obraz świata
Hmmm – a tu masz loniu rację, że facetów czujących się niewygodnie (twoje ostatnie zdanie) jest niewielu, bo ciężko nawet wysłyszeć te momenty (na tyle bezwiednie się to łyka). Dobrze pewnie mówi socjopatyczna, że trzeba świadomie do kwestii języka podejść i uczyć się podejmować decyzje co do własnych wypowiedzi.
A w przedmiocie zawodów różnych (i żeńskich słówek dla tychże): masz może socjopatyczna coś w swoich archiwach na temat? (sorka, że pytam – ale jesteś pewnie trochę bardziej zorientowana ode mnie w tym co piszesz).
Bo mnie się w ogóle wydaje, że wymieniłaś zawody, które kojarzą się z władzą (ministra) lub autorytetem (magistra, doktora). Narazie nie słyszałem, żeby ktoś walczył o żeńskie odpowiedniki dla: górnik, mechanik, murarz, zegarmistrz (ok – murarek to wiele w życiu nie widziałem, ale zegarmistrzynie owszem). I w sumie ciekawe to mi się zdaje, bo przecież sama koncepcja autorytetu, czy też władzy to w Polsce ma takie męskie konotacje. Jak zwykle więc słówka są tylko wierzchołkiem góry lodowej, a walka toczy się o te 80% pod powierzchnią…
A sam temat języka wykluczającego: bliższe memu sercu są w tym względzie kwestie:
- molestowania werbalnego;
- poniżające wypowiedzi podstarzałych małżonków typu: moja stara żona vs młodsze kobiety;
- przytyki n/t niekompetencji koleżanek w pracy tylko dlatego, że płci żeńskiej są itd itp;
A z drugiej strony:
- wypowiedzi kobiet o mężczyznach, w których przedstawiani są jako dzieci lub upośledzeni (niezdarni, nieporadni, nieprzystosowani);
- język negatywny, demotywujący, czarnowidztwo (jak mój stary się za coś weźmie – to napewno spieprzy).
Tyle tak na gorąco.
Popieluch: w listopadzie 2006 roku pisałam chyba przez trzy tygodnie o różnych rzeczach, w tym na przykład o traktowaniu mężczyzn, jako niezdarnych, nieuporządkowanych. To był cały cykl felietonów. Molestowanie werbalne w kulturze też tam się znalazło. Nie potrafię Ci wskazać konkretnych wpisów, bo ja się tym czasem zajmuję.
Nie pisałam jeszcze (fakt) o małżeńskich nazwach wykluczających, ale kilka razy pisałam o dialogach w związkach.
A co do nazw zawodów, myślę że przedstawicielki tychże same powinny zacząc używać tych nazw. Oczywiście to nie jest proste, bo na przykład:
kobieta kierowca: kierowczyni czy szoferka?
Wyraz szoferka istnieje, a kierowczyni taki jakiś niezręczny
Kobieta-bokser, to bokserka, a co z majtkami, które mają taką samą nazwę ale w liczbie mnogiej? Nie jest lekko.
Ale dlaczego mam mówić o sobie, że jestem ateistą, skoro jestem ateistką – na przykład