Przeczytałam dzisiaj wiele rzeczy. Wywiad z Brodką, że nareszcie jest zakochana i szczęśliwa, bloga Paradowskiej o pamiętaniu dawnych zachowań polityków i wyciąganiu wniosków z tychże, dwa artykuły z Polityki sprzed dwóch czy trzech tygodni – jeden Daniela Passenta “Mówcie o mnie dobrze”o Nixonie i jego wzajemnych z mediami stosunkach i drugi rozmowa z prof. Piotrem Sztompką o zaufaniu, w tym do władzy. Wszystko to razem wzięte i wymieszane w jakiś magiczny sposób zmieniło moje nastawienie do sytuacji w polityce.
Brodka powiedziała, że ciężko napisać dobrą piosenkę o szczęściu w miłości, natomiast nieszczęśliwa miłość jest bardzo wdzięcznym tematem, plastycznym. Jak byłam kilkunastoletnim nieproporcjonalnym stworzeniem pisującym łzawe wierszydła to też byłam przekonana, że dobry poeta (i artysta generalnie) to nieszczęśliwy poeta, że szczęśliwi nie mają nic do powiedzenia, a nawet jak mają, to nie mają motywacji, żeby się tym dzielić.
Czytam dużo komentarzy do wydarzeń w polskiej polityce i tak naprawdę słyszę tylko dwa głosy – propisowski i antypisowski. A wszyscy sfrustrowani. Im bardziej dramatyczna sytuacja, tym bardziej sfrustrowani obywatele i politycy, tym więcej głosów w mediach, blogach, felietonach. Dobry obywatel, to sfrustrowany obywatel, niesfrustrowany nie ma motywacji żeby zabierać głos i coś chcieć zrobić. To, że piszę, stanowi dowód na to, żem sama sfrustrowana. Artykuł o Nixonie miał “niechcący” wywołać skojarzenie z (nie)miłościwie nam panującym Jarosławem (nie)Wielkim. Być może miał też pobudzić do śmiechu lub buntu. Być może wywiad z profesorem Sztompką też miał taki cel, jednak jeśli tak było, to wypowiedzi profesora są zupełnie inne w tonie. Wnoszą nadzieję i radość.
Nadal jestem przekonana, że nasza obecna władza jest jedną z najgorszych. Nadal nie potrafię zaufać tej władzy. Ale wiem, że brak zaufania nic nie polepszy. Więc zamiast zataczać coraz szersze kręgi nienawiści, zamiast eskalacji braku zaufania, ciętych komentarzy, podkręcania i tak już podkręconej maksymalnie frustracji, postuluję pozytywną demokrację. Tak jak nie chcę żeby moje chrześcijaństwo było określane za pomocą negatywnych określeń typu anty-jakaśtam, niezgadzająca się na cośtam innego, tak samo z moich poglądów politycznych chcę wyodrębnić to co pozytywne.
Uroczyście obiecuję nie narzekać, nie wściekać się na telewizor, nie frustrować rzeczami, na które nie mam wpływu. Uroczyście obiecuję natomiast obserwować, analizować, pamiętać i wyciągać wnioski z tego co się dzieje na polskiej scenie politycznej, aby później, jak przyjdzie czas na moją cząstkę demokracji zużyć ją w pozytywny sposób i zagłosować na tych, którzy zdobędą moje zaufanie nie tym, że nie ma na nich haków, ale tym, że okazali się wartościowi podczas obecnych burz. Utopijne? być może, ale o wiele zdrowsze niż nakręcanie spirali wzajemnych urazów i nienawiści…