Moje pisanie zaczęło się od przeczytania tego posta. Chciałam być sobie anonimową chrześcijanką, choć nie lubię tego słowa, taką sobie po prostu gdzieś tam zgubioną może w blogosferze wierzącą i myślącą jednocześnie. Już wiem, że to nie do końca tak będzie. Ale tak jak będzie też będzie dobrze.
Archiwum dla maj, 2007
post zagubiony w czasie
pytań milion
Nie lubię chrześcijaństwa, nie podoba mi się bycie chrześcijanką. Wartości są fajne, przynajmniej większość, ale to co do ich realizacji to jestem przeciw. Chce być osobą wierzącą i ufającą Bogu, na Niego się zdającą, ale nie mam ochoty bawić się w fanatyzm, w który to coraz częściej bawią się obserwowane przeze mnie kościoły.
No bo po co nam chrześcijaństwo zorganizowane? Serio, nie znam odpowiedzi na to pytanie. Te odpowiedzi, które mi się nasuwają kompletnie mnie nie satysfakcjonują. Chodzi o to, żeby być razem – my, którzy wierzymy w tego samego Boga potrzebujemy platformy rozpoznania i komunikacji. Ale potem używamy tej platformy jako broni przeciwko tym, którzy są na zewnątrz. Potem już tylko my i oni. My – ci lepsi i oni, co ich trzeba koniecznie przerobić na nasze. Może po to żeby mieć społeczność z ludźmi wierzącymi podobnie i się nawzajem zachęcać? A co jeśli mnie bardziej zachęca społeczność z ludźmi myślącymi i wierzącymi inaczej? Mniej jest hipokryzji.
Im dłużej czytam literaturę wczesno-amerykańską tym bardziej jestem przeciw. Przeciw kolonializmowi religijnemu, prozelityzmowi i poczuciu wyższości z którego chcąc nie chcąc dwa poprzednie wynikają. Ostatnio mi zasugerowano, że pluć żółcią i jadem to ja z pewnością potrafię. Skoro potrafię to będę, ktoś musi. Inaczej utopimy się w słodyczy i wazelinie.
Z innej beczki. Kręci mnie ostatnio bardzo myśl zrobienia seks-talk’u dla mojej młodzieży. I nie chodzi o to żeby porozmawiać co to jest seks, bo to oni już wiedzą, choć mam złudną nadzieję, że ich wiedza w tym temacie jest raczej teoretyczna. Cały grzech w seksie polega nie na jego istnieniu (seksu) ale na jego wypaczeniu. No i o tym chce porozmawiać – jak wyglądał seks gdy Bóg go dał i do czego miał służyć, a jak sprawa wygląda teraz. Mówię czasem (zresztą nieświadomie popełniając plagiat), że seks jest przereklamowany. Nie, żeby nie był fajny, bo przecież jest. Chodzi raczej o to, że tak, jak seks jest prezentowany w mediach i multimediach ma się nijak do rzeczywistości. Bo seks nie służy przecież do konsumpcji li tylko, a taki właśnie obraz mi się wyłania…
Ewolucja i inne
Lead us, Evolution, lead us
Up the future’s endless stair;
Chop us, change us, prod us, weed us.
For stagnation is despair:
Groping, guessing, yet progressing,
Lead us nobody knows where.
Wrong or justice, joy or sorrow,
In the present what are they
while there’s always jam-tomorrow,
While we tread the onward way?
Never knowing where we’re going,
We can never go astray.
To whatever variation
Our posterity may turn
Hairy, squashy, or crustacean,
Bulbous-eyed or square of stern,
Tusked or toothless, mild or ruthless,
Towards that unknown god we yearn.
Ask not if it’s god or devil,
Brethren, lest your words imply
Static norms of good and evil
(As in Plato) throned on high;
Such scholastic, inelastic,
Abstract yardsticks we deny.
Far too long have sages vainly
Glossed great Nature’s simple text;
He who runs can read it plainly,
‘Goodness = what comes next.’
By evolving, Life is solving
All the questions we perplexed.
Oh then! Value means survival-
Value. If our progeny
Spreads and spawns and licks each rival,
That will prove its deity
(Far from pleasant, by our present,
Standards, though it may well be).
To taki przemiły wierszyk by CS Lewis. A ten wygrubiony kawałek przez bardzo długi czas był dla mnie takim sarkastycznym mottem mojego chrześcijaństwa. Znaczy się jak nie wiem gdzie idę, jak tylko ślepo człapię za tymi co mnie prowadzić chcą (choć często sami nie wiedzą dokąd idą) to nie ma możliwości żebym zabłądziła. Nie da się zabłądzić jak się nie wie gdzie się idzie – wszędzie gdzie się dojdzie będzie cel, skoro szło się gdziekolwiek. Mottem był dlatego, że zawsze chciałam wiedzieć gdzie idę. I nadal chcę wiedzieć, mało tego, chcę się sama o tym przekonać, a nie człapać tam, gdzie mi powiedzą że mam poczłapać.
nie wojująca
Chyba jednak nie będę wojującą feministką, choć czasem aż mnie nosi… chciałabym najpierw spełnić założenia feministyczne (a jakie one są) w moim własnym domu. No więc zaczynam walczyć ze stereotypami, z moim poczuciem winy i frustracji oraz z wygodnictwem i męskim źle pojętym honorem. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Mój kochany jak do tej pory okazywał się cudownym, pracowitym, dbającym i rozumiejącym, mam nadzieję że teraz też się takim okaże. Bardzo lubię swoją teściową, ale teraz widzę że jest strażniczką systemu. Obu swoich synów wychowała w przeświadczeniu że im się należy. Należy im się wszystko – obiad podany pod nos, wyprasowana koszula, kąpiel z bąbelkami… pasjami czytuję socjopatyczną malkontentkę, czasami nawet komentarze. Jakiś czas temu w jednym z komentarzy do wpisu o kobiecości pojawił się link z którego zaczerpnęłam ‘najzłotsiejszą’ myśl na jaką się natknęłam w internecie. Czegoś równie błyskotliwego nie czytałam od bardzo bardzo dawna. „Z reguły kobiety widzą dokładniej, barwniej i szerzej niż mężczyźni. Potrafią dzięki temu dokładniej myć, sprzątać, a także gustowniej ubierać się czy dekorować wnętrza.” Nic więc dziwnego że mój małżonek ma niechęć do mycia i sprzątania – za słabo i za wąsko widzi… a może to moja teściowa widziała tak szeroko i tak dobrze, że wykastrowała u swojego syna, a mojego męża szerokokątne widzenie?
teścik
Wpis testowy
Raz… Dwa… Trzy… próba bloga