feministka taka sobie, umiarkowanie praktykująca, mało agresywna…
ciąża najprawdziwsza, dająca momentami nieźle popalić…
zgaduj zgadula jaka była pierwsza myśl na temat płci (jeszcze nieznanej) tegoż dziecięcia w drodze? lepiej żeby to był chłopiec, facetom w życiu łatwiej. myśl numer dwa – a może lepiej dziewczynka? przecież walka z przeciwnościami losu kształtuje charakter. no to lepiej żeby dziecko było beztroskie i miało łatwe życie, czy lepiej żeby miało charakter i umiało radzić sobie ze wszystkim co je w życiu spotka?
argument za patriarchatem, którym zdecydowanie najczęściej jestem bombardowana brzmi tak: kobieta jest w tym systemie pod opieką mężczyzny i nie musi martwić się odpowiedzialnością i innymi takimi brudnymi męskimi problemami. taki ideowy patriarchat jest tak samo możliwy jak ideowy marksizm – jedno i drugie to czysta utopia. czasem sobie myślę że gdyby taki prawdziwy patriarchat istniał to chciałabym żeby moja potencjalna córka miała możliwość wyboru – jeśli chce rozwijać się duchowo i intelektualnie, ponosić odpowiedzialność za swoje czyny i uczyć tego innych to niech będzie niezależną, wolną kobietą (i mówię tu o stanie ducha, który osiągnąć można w każdym stanie cywilnym i rodzinnym). a jeśli by bała się odpowiedzialności, nie miała upodobania w grach umysłowych to niech wybierze życie niewidocznej, lojalnej i uległej kobiety towarzyszącej i obsługującej mężczyznę swojego życia. jedno i drugie ma mnóstwo zarówno wad jak i zalet. i żadna z tych opcji nie jest dla mnie problemem. problemem jest brak możliwości wyboru. dzisiaj wciąż jeszcze kobieta decydując się na niezależność intelektualną w większości przypadków przekreśla życie rodzinne. a jeśli decyduje się na sielskie (daj boże) życie rodzinne to powinna zapomnieć o niezależności intelektualnej, bo ta przecież, jak wszem i wobec wiadomo, destrukcyjnie wpływa na jej lojalność i oddanie. a Bóg jeden raczy wiedzieć ile kobiet nie może nawet pomarzyć by mieć taki wybór. rodzą się w danym środowisku, ono sztywno wyznacza role i koniec, nie ma że boli…
więc jeśli będę miała córkę to będę starała się nauczyć ją że ma wybór. i że musi tego wyboru dokonać sama. daj boże żeby była na tyle sprytna żeby znaleźć jakieś trzecie wyjście – gdzie lojalność wobec rodziny i niezależność intelektualna nie będą się gryźć.
a jeśli będzie syn? będę uczyć go tego samego